Skip to content

„Ja, snycerz” #1

Nie jestem pisarzem.

 

Może, gdybym w odpowiednim momencie zamiast dłuta do ręki wziął pióro. Dzisiaj spędzał bym kolejną noc obejmując ręką rozgrzaną filiżankę kawy, która swym aromatem pobudzała by me zmysły do tworzenia barwnych opowieści. Tymczasem…

 

Kawy nie pijam, a w głowie projekty i planowanie kolejnych działań.

Jednak czasem i dłuta muszą odpocząć, a pióro takie lekkie.

 

W ten sposób zaczynam cykl artykułów, które obejmą zagadnienie jakim jest snycerstwo (rzeźbienie). Lecz nie będzie to zwykłe techniczne omawianie rzemiosła. Niektóre strony będą zapewne przesiąknięte moją oceną, moim stanowiskiem względem różnych spraw. Nie chcę tworzyć „suchego” poradnika, który swoim wyrazem niewiele różniłby się od instrukcji dołączanej do nowo zakupionego blendera. Jestem żywą istotą, żywym tworem, mam swoją świadomość. Tak samo traktuję odbiorcę. Chcę, aby osoba która dostrzeże choćby cień zainteresowania treścią zawartą w artykułach, dostała coś więcej niż suche fakty. Niech te czarno-białe kartki mają w sobie barwną treść. Niech wyobraźnia zostanie pobudzona, bo właśnie to ona pozwala dostrzegać to, co niewidoczne. Nigdy wcześniej nie kierowałem swej twórczej energii na płaszczyznę po której teraz stąpam. Będzie to dla mnie niesamowite doświadczenie, w które zabieram również i was. Ciebie, czytelniku.

__________

 

Snycerstwo jest jednym z rzemiosł… Co więcej mogę napisać, gdy wszystko w sumie znajduje się już w encyklopediach, internetach, podręcznikach. Wiele razy jednak, po przedstawieniu się jako snycerz padało w moją stronę pytanie: „ten co robi zbroje?”. Bardzo możliwe, że to czysto fonetyczne skojarzenie: snycerz / płatnerz. Nie zmienia to jednak faktu, że wizja rycerza w dębowej zbroi mogłaby zrobić wrażenie.

 

A tak na poważnie. Snycerstwo jest rzemiosłem wymagającym przede wszystkim wizji przestrzennej. Wyobraźnia jest pomocna, jednak to układanie przestrzeni w głowie ma kluczowe znaczenie dla tworzenia. Wiele osób może się z tym nie zgodzić, twierdząc, że to wyobraźnia jest kołem napędowym. Nie. Tym co napędza tworzenie jest wena, natchnienie, chęć pracy. To, w połączeniu z umiejętnością przestrzennego patrzenia daje w efekcie przestrzenne wyroby. Nie odrzucam tym samym wyobraźni. Jednak, jeśli ktoś da mi do ręki zdjęcie pięknego kwiatu który mam wyrzeźbić, ja nie zacznę pobudzać swej wyobraźni barwami i pięknem rośliny. Będę stopniowo układał ją w mojej przestrzennej wizji, następnie przenosząc ją na materiał.

 

Należy pamiętać, że cały czas mowa jest o snycerstwie. Choć nie ukrywam, że wizja przestrzenna góruje nad wyobraźnią w większości dziedzin plastycznych. Wyobraźnia pobudza zmysły, zmysły pobudzają wyobraźnię. Sprawa ma się łatwiej w malarstwie. Będąc pobudzonym można wylać puszkę farby na płótnu, nie zaprzęgając w to nic poza wyobraźnią. Zajmie to może dwie minuty, chyba że puszka będzie dobrze zamknięta, to należy doliczyć czas otwierania. A teraz spróbuj sobie wyobrazić snycerza, który chce dać ujście swej wyobraźni i wbija siekierę bądź dłuto w kloc drewna – voila! Gotowe!

Bez wizji przestrzennej i wielu godzin pracy, wyobraźnia niestety nie ma wyrazu w snycerstwie.

 

Gdybym miał zapakować do worka „rzeczy”, które poza narzędziami są potrzebne podczas rzeźbienia, były by to: wizja przestrzenna, dużo cierpliwości, pokora. O wizji przestrzennej już wspomniałem, teraz czas na cierpliwość. W początkach swej nauki rzeźbienia łapałem się wiele razy na tym, że gnałem z pracą bez opamiętania by jak najszybciej skończyć. Niekiedy maraton 13-sto godzinny kończyłem o drugiej w nocy, już z bejcowaniem i woskowaniem! By następnego dnia łapać się za głowę z niedowierzaniem, że coś takiego uznałem za skończone. Ta gonitwa za efektem końcowym, za końcem pracy. Jak w życiu. Ciągle wyścig: jak najszybciej, jak najwięcej. Zapominającym o tym co najistotniejsze, czyli o efekcie pracy. Dlatego cierpliwość jest taka ważna. Jednego dnia rzeźbię 2 godziny, kolejnego 5 godzin. A gdy praca jest ukończona, zostawiam ją w stanie surowym na dzień lub dwa zanim nałożę wosk, by po przerwie spojrzeć na nią „świeżo” i dostrzec ewentualne błędy. O tym też należy pamiętać, o patrzeniu. Niektóre prace wymagają 10 godzin rzeźbienia i 7 godzin patrzenia. Ale o tym może później.

 

Teraz kilka słów o pokorze. Drewno jakie by nie było: lipa, olcha, jodła, sosna, dąb,jesion, itd., każde ma swój charakter. Niektóre są do siebie podobne, a inne skrajnie odbiegają. O samych gatunkach napiszę więcej w dalszej części. Tutaj natomiast chcę powiedzieć na czym polega ta pokora w stosunku do drewna. Podczas rzeźbienia zdarzać się będą błędy ludzkiej ręki, wynikające z małego doświadczenia, złego dnia, bólu głowy. Będą również błędy spowodowane „złośliwością” materiału. Mowa tutaj o sękach, pęknięciach, wyszczypaniach, żywicy, itd.. Nie jest łatwo, ale dobrze jest się nauczyć, że to nie Twoja wina iż „ten” sęk wyszedł akurat w tym miejscu, że deska pękła w połowie pracy. Niektórych rzeczy nie widać na początku pracy i nie jest się w stanie ich przewidzieć. Nie należy za to winić siebie, ani tym bardziej drewna. Należy przyjąć to ze spokojem i pokorą. Sęka zostawić albo zakołkować. Pękniętą deskę skleić i pracować dalej. Nerwy niczemu nie służą. Drewno będzie niewzruszone, a Ty co najwyżej rozetniesz sobie palec, z zaciśniętymi zębami waląc młotkiem w blat, bo deska miała czelność pęknąć. Jak śmiała!

 

Pękła to pękła, po co drążyć temat. Klej, ściski i do roboty.

 

Może się wydawać, że ujmuję snycerstwu artyzmu pisząc o nim w ten sposób, traktując je niby przyziemnie. Nic z tych rzeczy. W snycerstwie najpiękniejsze jest właśnie to, że wymaga pracy. Pracy nie tylko nad materiałem ale i nad sobą samym. Nie wystarczy stanąć z chęcią „dłubania”. Chęci to zdecydowanie za mało. Na początek może wystarczą do kupna dłut, ale co później? Za ciężko? Dłuta się stępiły i co dalej? Brzydkie drewno? Przejdź przez to, doświadcz tego i wtedy dostrzeżesz na czym polega artyzm snycerstwa. Że ten przelany pot, naostrzenie stępionych dłut, zignorowanie sęka w desce… To wszystko pozwoliło Ci na stworzenie unikatowej, jedynej w swoim rodzaju łyżki. Możliwe, że będzie ona całkowicie niepraktyczna. Co z tego. Doświadczenie nabyte przy jej wykonywaniu pozwoli Ci stworzyć coś innego, albo po prostu część innego dzieła. To jest właśnie wspaniałe. Że nawet jeśli rzucisz tą łyżkę w kąt by obrastała kurzem, doświadczenie nabyte podczas jej rzeźbienia zostaje z Tobą. Już je masz. Teraz musisz je rozwinąć, poszerzyć, dopracować.

 

Tym chyba właśnie jest snycerstwo, ciągłą pracą. Tutaj nie ma końca możliwości. A skoro nie ma końca, należy odrzucić pośpiech o którym pisałem wyżej. Cierpliwość pozwoli w pełni delektować się pracą, powoli zmieniając ją w sztukę.

__________

 

Published in"Ja, snycerz"Blog

Comments are closed.