Skip to content

Moje prace są częścią mnie.

Nocą szukając weny, by za dnia rozkwitła.


Świat po przebudzeniu jakby spał. Za oknem mgła. Ciepła, gorzka herbata na rozbudzenie ciała, bo umysł już tworzy. Świeże spojrzenie na wszystko dookoła. Niby nic się nie zmieniło przez noc, ale jakby spokojniej. Do pierwszego potknięcia. Krocząc po zaczarowanym parkiecie. Tu skrzypi, tam pęka. W sumie może, to dąb. Jego przyjaźń z lakierem trwa już chyba zbyt długo. Miejscami daje się to zauważyć.

Jaki ma to związek z rzeźbieniem, tworzeniem? Ogromny. Jest to część procesu, który dzieje się momentami poza wyobrażeniem. Czasem „coś” nas dotyka, trąca, zaczepia. Od nas zależy, czy się odwrócimy i za „tym” pójdziemy. Czy też krocząc dalej przed siebie, rzucimy tylko wymijające spojrzenie. Co pozwala mi tak twierdzić? Na jakiej podstawie mogę „rzucać” takie przemyślenia?

Po prostu mogę. Tak jak mogę stworzyć wizję w głowie, by następnie narysować projekt i go wyrzeźbić.

Moje prace są częścią mnie. Jeśli spędzam nad stworzeniem czegoś kilkadziesiąt, kilkaset godzin, tworząc przy pomocy narzędzi, emocji, przemyśleń. A w podsumowaniu słyszę, widzę myśl rysującą się na twarzy odbiorcy: „tandeta”. Skłania mnie to do pewnego wniosku.

Moja twórczość może być oceniona na podstawie moich przemyśleń. Pomijając proces tworzenia, proces projektowania. Zatrzymując się przy źródle.

Zaoszczędzając tym samym czasu na oczekiwanie efektu końcowego pracy.

Snycerz teoretyk.

Tak głupie… Przerażające jest jednak to, że ma to rację bytu w dzisiejszym podejściu do sztuki.

Jednych oburzy to co napisałem, innych zaciekawi. Jedni nabiorą dystansu do mej twórczości, inni pozostaną niewzruszeni.

Nie można budzić tylko sympatii. Nie można być jak lody w upalny dzień.

One są tak nietrwałe.


 

Published in"Ja, snycerz"Blog

Comments are closed.